„Sztuki walki to doskonalenie się cały czas.” – A. Winiarska

Sztuki walki to doskonalenie się cały czas.” Rola merytorycznego podejścia do planów treningowych a ich realizacja – wywiad z Agatą Winiarską (Kaliciak), mistrzynią świata karate. 

Agata Winiarska (Kaliciak)

Nie osiąga się dużych rzeczy z dnia na dzień. Trzeba to sobie wypracować.

 

Black Belt Rx [BBR]: Święta to czas odpoczynku i spotkań rodzinnych. Sprzyja to wspólnemu biesiadowaniu. Czy zawodnicy tak wysokiej rangi jak Ty, również ulegają świątecznym pokusom?  Jak wygląda Twoja dieta w okresie startowym i poza nim?

Agata Winiarska (Kaliciak) [AWK]: Teraz przed zawodami (Mistrzostwa Świata KWU w Rosji – przyp.red.) była wyjątkowa sytuacja, bo musiałam utrzymywać stałą wagę do kategorii -70 kg. A tak normalnie to walczę w kategorii open, czyli tej najwyższej (+65 kg), więc nie muszę dbać o odpowiednią ilość kilogramów. Ta dieta polega bardziej na tym, żeby dostarczać rzeczy, które dodadzą energii na treningu albo pomogą zbudować mięśnie. Staram się ograniczać różnego typu fast foody, słodycze, ale też dostarczać ważne składniki odżywcze w postaci chudego mięsa, warzyw, itp. Staram się też, żeby posiłki były regularne, o stałych godzinach i żeby to było 5 posiłków dziennie – śniadanie, II śniadanie, obiad itd. No i żeby zaraz po treningu zjeść kolację. Wychodząc z treningu i jeszcze właściwie w szatni uzupełniam to wszystko, co spaliłam.

BBR: Jaką stosujesz suplementację?

AWK: Niestety, często miewam niedobory żelaza, więc muszę jeść składniki, które pomogą mi to żelazo utrzymywać w organizmie. Suplementuję się więc multiwitaminą, żelazem, a w okresie zimowym witamina D, kwasy omega. Czasem stosuję okołotreningowo jakieś białko czy węglowodany, szczególnie przed porannymi treningami.

Agata Winiarska Kaliciak

BBR: Jak wygląda periodyzacja Twoich treningów?

AWK: Pierwsze trzy miesiące to jest okres przygotowań. Z tego, pierwszy miesiąc to są treningi typowo siłowe i siłowo-wytrzymałościowe, gdzie budujemy np. siłę ciosów, siłę kopnięcia. Później wchodzimy bardziej w wytrzymałość, ale też technikę. Ćwiczymy różne techniki noże, ale też się rozciągamy. Potem wchodzi trening wydolnościowy, gdzie są np. walki z partnerem czy z tarczą, które uwzględniają długość walki razem z dogrywką. To już są typowe przygotowania do starć turniejowych. Poza tym od początku mamy treningi biegowe, trzy razy w tygodniu. Przy czym na początku to są długie dystanse, w jednostajnym tempie, a po jakimś czasie – interwały.

BBR: W jaki sposób zdobywasz wiedzę dotyczącą metodyki treningowej?

AWK: Skończyłam AWF, co prawda kierunek turystyka i rekreacja, ale gdzieś tam w toku studiów przewijały się tematy związane z metodyką treningu itd. Poza tym, człowiek się interesuje, więc sam doszukuje informacji, czyta książki. Mój sensei (sensei Jacek Lamot – przyp.red) też nie jest takim człowiekiem, że stosuje ten sam, jeden schemat przez 20 lat. On też bardzo dużo czyta, wynajduje informacje, ciekawostki, artykuły. Sensei też zawsze sprawdza daną metodę najpierw na sobie i kiedy czuje, że dane ćwiczenie czy technika daje efekt, to dopiero pokazuje to nam. To też jest super, bo nie każdy sensei trenuje ze swoją grupą. A nasz sensei jest naprawdę mocny i sprawny. Dużo rzeczy nam proponuje od siebie. Coś się gdzieś usłyszy, zobaczy czy też podpatrzy. Teraz w dobie internetu nie ma problemu, żeby coś znaleźć.

BBR: Co zawsze sprawiało Ci największą trudność w treningach? Z czym nigdy nie miałaś problemów?

AWK: Największą trudność zawsze sprawiało mi rozciąganie. Dlatego też od niedawna zaczęłam uczestniczyć w dodatkowych zajęciach. Nie jest to jedynie typowe rozciąganie do szpagatu, ale praca nad całym ciałem. Właściwie, to jeszcze wcześniej zaczęłam chodzić na jogę, bo stwierdziłam, że nie mogę być taka “sztywna”. Zawsze gdzieś tam po treningu brakowało mi tego rozciągania, czy też rozluźnienia. Jakoś nigdy nie było na to czasu. Dzięki tym zajęciom, zaczęłam bardziej rozumieć swoje ciało. Bardzo mi to otworzyło głowę na takie szczegółowe aspekty, jak np. inne ułożenie / wyprowadzenie nogi, co może dać efekt przy kopnięciu. Okazało się też np. że jestem bardzo sztywna w tułowiu, co uniemożliwia mi poprawnie wysoko kopać. Nigdy wcześniej bym o tym nie pomyślała!

Co mi wychodziło najlepiej? Hmn, jakoś zawsze myśli się o tym, co jest złe (śmiech), a nie co dobre i analizuje się, co jest do poprawy. Ale myślę, że ja nie mam i nigdy nie miałam problemu, żeby się zmotywować do wyjścia z domu, na trening czy żeby ciężko pracować. Czasami marudzę, wiadomo (śmiech). Ale mimo marudzenia i zmęczenia zawsze przychodzę na ten trening. Nigdy nie myślałam, że mam dość i nie przyjdę. Kiedy pojawiają się takie chwile zwątpienia, to zawsze szybko udaje mi się je pokonać.

BBR: Jakie rady udzieliłabyś dla początkujących adeptów karate i/lub zawodników w kwestii motywacji?

AWK: Po pierwsze, żeby sobie uświadomili, że przegrana walka ich całkiem nie przekreśla i nie definiuje. Musisz zdać sobie sprawę, że tak naprawdę to przegrana Cię rozwija. Porażka jest wtedy, kiedy przegrywasz walkę na zawodach i nic z tym nie zrobisz. A jeśli zastanowisz się, co poszło nie tak, co można zmienić i dlaczego, zaczniesz to analizować, to właśnie wtedy się rozwijasz. Według mnie karate polega na ciągłej pracy nad sobą, pracujesz, żeby zdobyć kolejne pasy, wciąż się czegoś uczysz. Mimo, że myślisz, że jesteś już na jakimś poziomie i znasz jakąś technikę, to zawsze jest coś, co możesz zmienić, i w czym możesz być lepszy. Nie ma ludzi idealnych. Nie można się poddawać. Trzeba nad sobą pracować i myśleć, o tym jak o procesie. Teraz się nie udało – trudno. Zrobię coś inaczej i następnym razem się uda. Idę dalej. I o to w tym chodzi.

BBR: Jak wyglądają Twoje przygotowania do egzaminów na kolejne stopnie? Czy różnią się od Twoich codziennych treningów zawodniczych?

AWK: Tak, bardzo. Przede wszystkim kata się trzeba nauczyć! (śmiech) Kata to jest chyba taki element, który nas zawodników, którzy walczą, najbardziej stresuje. Bo jednak kumite to jest coś, na co poświęca się większość czasu i z tym nie ma problemu. Z kolei, kiedy rozmawiam z moimi kolegami z kadry, którzy startują w zawodach tylko w kata, to mam wrażenie, że im największą trudność sprawia właśnie kumite. W kwestii egzaminów, trzeba przypomnieć sobie wszystkie nazwy i wykonanie technik. Im wyższy stopień, tym te techniki są bardziej zróżnicowane i skomplikowane. To już nie są tylko te proste czy typowe, których się używa na co dzień w walce. Szukam więc kompromisu pomiędzy treningami takimi typowo pod zawody, a treningiem kata czy kihon.

Agata Winiarska Kaliciak

BBR: Jakie towarzyszyły Ci przemyślenia przed walką finałową na mistrzostwach świata?

AWK: Staram się nie pozwolić za bardzo rozwinąć moim emocjom, bo można się bardzo szybko zablokować i spalić. A chodzi o to, że wychodzisz, robisz swoje i wracasz do domu (śmiech). Przed moją ostatnią walką finałową (Mistrzostwa Świata KWU w Rosji – przyp.red.) czułam się super, pod kątem takim psychicznym. Nieraz na zawodach zjadł mnie totalnie stres i nawet nie pamiętałam, jak walczyłam. Schodziłam z maty i wiedziałam, że nie zrobiłam zupełnie nic, co wcześniej trenowałam. Oczywiście, z takich zawodów później są wyciągane wnioski, walki są analizowane. Myślałam sobie, że przecież tyle trenowałam, byłam lepsza i dlaczego tylko ta głowa mnie zastopowała? Tutaj bardzo wiele pomógł mi psycholog – dr Jan Supiński. Nauczyłam się, żeby w dniu zawodów nie analizować za wiele, nie przypominać sobie przegranych walk. Jestem tu i teraz i powinnam się skupić na tym, co mogę zrobić właśnie teraz – na swojej technice, na danej walce. Przed ostatnimi zawodami starałam się przygotować w taki sposób, że przed każdą walką myślałam o 2-3 technikach czy akcjach, które mogłam wykorzystać biorąc pod uwagę specyfikę walki danej zawodniczki. Przykładowo, jeśli wiedziałam, że zawodniczka będzie dużo i często uderzać rękoma, to zastanawiałam się jak ją taktycznie podejść. Np. że mogę stosować low kick`i wewnętrzne, żeby rozbić jej pozycję albo że mogę schodzić więcej na bok. Wiadomo, że w trakcie walki zawsze może wkraść się chaos – człowiek się gubi, czas leci, itd. Ale ważne, żeby mieć jakiś ogólny plan, taktykę na daną walkę. Przed tymi zawodami czułam się bardzo dobrze przygotowana – i fizycznie i psychicznie. Nie miałam żadnych kontuzji, co też jest bardzo ważne. Myślę, że to był ten moment, na który każdy zawodnik czeka – żeby wyjść na matę i się dobrze czuć.

BBR: Jakie masz dalsze plany?

AWK: Trochę już odpoczęłam, więc mogę wrócić do treningów (śmiech). W przyszłym roku mamy Mistrzostwa Europy WKO, w naszej organizacji – Shinkyokushin, tutaj we Wrocławiu. Nasz klub będzie je organizował, więc pierwszy plan jest taki, żeby to wszystko dobrze wyszło organizacyjnie. A po drugie, żeby wystartować i wygrać te zawody. W Mistrzostwach Europy Shinkyokushin nie miałam jeszcze złota – miałam dwa srebra i dwa brązy. W tym roku mi w ogóle nie poszło, ale na szczęście sobie to odbiłam (śmiech). Ale to złoto jest na pewno do zrobienia.

BBR: Rola trenera w procesie treningowym – mentor, pomocnik, a może przeszkoda?

AWK: Rola trenera jest oczywiście kluczowa! Bez trenera to by ciężko tak było (śmiech). Myślę, że sama nigdy nie osiągnęłabym nawet połowy. Mój sensei (sensei Jacek Lamot – przyp.red.) jest takim człowiekiem, dla którego karate jest całym życiem. On nie rozumie, że może być coś ważniejszego niż trening. Trening to jest coś, wokół czego budujesz całą resztę swojego życia. Sensei też od zawsze prowadzi nas w taki sposób, żeby nie mieć jakichkolwiek kompleksów przed kimkolwiek. Czy dziewczyny, które wygrywają w Japonii trenują nie wiadomo jak, jakoś inaczej? Właśnie nie – trenują dokładnie tak samo, to samo karate, tylko gdzie indziej. Dlaczego więc mamy czuć się gorsi? Sensei właśnie w ten sposób niwelował te granice.

Na początku, kiedy zaczynałam treningi tutaj w klubie, to mieliśmy bardzo dużo startów. Właściwie co dwa tygodnie byłam gdzieś na zawodach i jeździłam taka poobijana z jednego turnieju na drugi. Myślę, że to też bardzo dużo mi dało. Sama bym sobie tyle zawodów nie znalazła. Sensei to wszystko organizował, zgłaszał nas. Myślę, że swoje trzeba przewalczyć i to doświadczenie zbierać, bo ilość startów też jest ważna. W dojo możemy robić niesamowite rzeczy, a na zawodach to właśnie jest ta Twoja walka, przede wszystkim z głową i co Ty później z tego wyciągniesz.

Rola trenera jest taka, że jest on Twoim mentorem, który Cię prowadzi i pokazuje, że możesz więcej. Kiedyś, parę lat temu, po przegranej walce na zawodach, rozpłakałam się i pomyślałam, że się nie nadaję. Sensei mi wtedy powiedział: “My nie trenujemy do tych mistrzostw, my trenujemy do mistrzostw świata. Twoim celem jest zdobycie mistrzostw świata.” Teraz naszła mnie taka refleksja, że nie wiem czy sensei mówił wtedy pół żartem, pół serio, czy rzeczywiście miał taki plan i go stopniowo realizował.

BBR: Nasza strona, Black Belt Rx, ma na celu uświadamianie sportowców o roli merytorycznego podejścia do treningu i ukrócenie bezsensownych praktyk. Czy w Twojej karierze zdarzały się takie sytuacje? Co to było i jakie jest Twoje zdanie w tej kwestii?

AWK: Tak, np. treningi szybkości, które tak naprawdę są treningiem wytrzymałościowym. Wiadomo, że szybkość trenujemy, kiedy wykonujesz jak największą ilość ruchów w jak najkrótszym czasie. Niestety, bardzo łatwo można to przeciągnąć na taki trening typowo wytrzymałościowy. Czyli np. kiedy dane ćwiczenie robimy przez minutę, mimo spadku szybkości, to to już nie jest trening szybkości. Albo kiedy nie zadbamy o odpowiednią przerwę między seriami, to to też nie będzie trening szybkościowy. Często jest tak, że trenerzy nie potrafią wytrzymać “ciśnienia”, twierdząc, że niepotrzebne są przerwy i kontynuują dalej ćwiczenia, byle jak najwięcej. A to tak naprawdę zupełnie zmienia typ i istotę treningu. Tak samo na różnych zgrupowaniach, gdzie plan dnia jest pełny różnych treningów, żeby zdążyć zrobić jak najwięcej. Trenerzy robią najpierw trening szybkościowy, potem jeszcze interwały, siłówka, kumite i są zdziwieni, że wszyscy na koniec na tych walkach są ociężali. Siłą rzeczy nie da się zrobić wszystkiego na raz. Nie jesteśmy robotami. Trzeba mieć czas na regenerację i odpoczynek. To są te ważne rzeczy, które ja bym podkreśliła. Bo z tego później rodzą się kontuzje, które dyskwalifikują świetnych zawodników. Całkiem niepotrzebnie.

BBR: Jakie jest Twoje podejście odnośnie przywiązania uwagi do poprawności techniki w ćwiczeniach ogólnorozwojowych?

AWK: Jest to oczywiście kluczowe! Ludzie często chcą pokonywać swoje rekordy życiowe, nie myśląc o tym czy wykonują ćwiczenia poprawnie. Stąd biorą się kontuzje – najczęstsze to problemy z kolanami przez niepoprawne wykonywanie przysiadów czy braku skręcenia stopy w kopnięciach, czy z kręgosłupem przez brak poprawnej postawy. Sama kiedyś przeżyłam wypadnięcie dysku i nie polecam. Nie myślałam wtedy sporo o tym, że mogę sobie zaszkodzić, liczyły się liczby, ciężary i walka ze sobą. Dopiero od pewnego czasu żyję w większej zgodzie ze swoim organizmem. Rozciągam się po każdym treningu. Jestem pod stałą opieką fizjoterapeuty i to nie tylko wtedy, kiedy zdarzą się kontuzje, ale wtedy kiedy już czuję, że mogę być przeciążona, właśnie po to żeby tych kontuzji uniknąć, żeby organizm był zregenerowany i przygotowany do dalszej ciężkiej pracy. Korzystam z doświadczenia i słucham swojego ciała 🙂

BBR: Bardzo dziękujemy za rozmowę i poświęcony czas!

AWK: Ja również dziękuję!

Sztuki walki to doskonalenie się cały czas.

Agata Winiarska Kaliciak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Like Us